wtorek, 27 grudnia 2011

Złoto



Ściśnięte w sercu gwiazdy dojrzewa eksplozją.
Nie było go u źródeł, gdzie młodość kosmosu
w prostocie skryta trwała. Wodoru obłokom
eony wzięła zmiana struktury pierwotnej,
gdy pyły się wzywały, dawały pieśń brzaskom.

Wpierw światła było więcej, jednakże ze złota
deszczami nie padały rozbłyski początku.
Materia w wyspach gasnąc zaczęła wirować
i wtedy nowe formy lepiła wśród chłodu
na wyspach swoich ciężkich, nabrzmiałych od ognia.

Gdy kula gazów jasna zbytnio się zwiększyła,
niszczyła siebie samą , wpadała w swe trzewia,
aż głodu nadmiar pękał i tryskał w głąb zimna
rzucając w przestrzeń mroczną atomów swych echa
i biegło z krzykiem złoto w żelaznych rozkwitach.

Powstała nowa gwiazda wśród wieńca swych planet,
jej światło wnet ożyło, gdy grzało skalne globy
przez wieków sennych tysiąc. W doliny zgęstniałe
spojrzały świtu dzieci, umiały w myśl wpoić
na niebie krąg błyszczący ich życiem tak młodym.

Nazwały go więc bogiem, księżyca małżonkiem
osady swe wznoszące, słoneczne istoty.
Znaleźli łzy wśród dolin z plemienia śmiałkowie,
tak kruszcu krople żółte wzbudziły głód mocny
na trwały metal władcy, wezwanie do wojen.

I wiele mieli racji przodkowie nas samych,
gdy miękki ciężar złota zachłannie spiętrzali
w kamiennych skarbcach fortec z wysiłkiem ciosanych,
bo nawet skała mija, gdy kruszec bez skazy
pokoleń setki widzi bez żadnej swej zmiany.

Z umarłej gwiazdy pieca unosi moc rzadką,
wśród lasów wichrem gnanych, nietrwałych rzek nurtów
pradawny płacz słoneczny. Nie skryje się łatwo
na ziemi nagłych przemian, wśród ciągłych przebudzeń
przyrody płodnie kruchej, zazdrosnej o trwałość.

Jacek Tabisz
17 czerwca 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz